Dojechały! :)
Po ok 30 godzinnej podróży, zmęczone, ledwo widzące na oczy i pragnące prysznica bardziej niż czegokolwiek dojeżdżamy do hotelu w Ha Noi. Podróże minęły bez najmniejszego problemu, bez śmiesznych sytuacji i bez niespodzianek. Jedynie podczas długiego lotu Helsinki - Bangkok dwukrotnie napadły nas burze z piorunami⚡
Na miejscu pogoda typowa dla pory deszczowej. Co jakiś czas leje, ale jest ciepło i przyjemnie. Nawet jak lekko kropi, to miło się idzie w tym letnim deszczu (może urosne xD).
Jak Krasnal została milionerką $$$
W Wietnamie obowiązującą walutą jest dong wietnamski, który w odniesieniu do złotówki ma się 1 zł - 6000 dongów. Ceny tutaj są w dziesiątkach tysięcy za jedzenie i setkach tysięcy za noclegi co i tak w przeliczeniu na nasze jest kwestią groszową. Także o pierwszy milion nie trudno ;)
Zwierzęta na trasie
Póki co najwięcej (aż dwa razy xD) spotkałyśmy koty. Jeden spał słodko na parterze w naszym hotelu, a drugi beztrosko wdrapał mi się na kolana, gdy czekałyśmy na kolację w jednym z ulicznych barów.
Wódka w podróży %%%
Aby uniknąć zatruć pokarmowych, zdecydowałyśmy się na tzw dezynfekcję wewnętrzną (szot wódeczki po posiłku). W związku z tym na lotnisku kupiłyśmy 3l (po 1,5l na głowę) naszej polskiej Żubrówki. Po pierwszym posiłku już wiem, że po powrocie bardzo długoooo nie spojrzę na wódkę. Bleeeeh, fuuuuuuuuj.
Pyszne śniadanko
Następnego dnia po wyspaniu się, ruszyłyśmy zwiedzać okolice. Pierwszą rzeczą, którą chciałyśmy znaleźć była kawiarnia Cafe Pho Co. Znalezienie jej okazało się jednak nie lada wyczynem. Zanim zapytałyśmy o nią Panią z informacj, przeszłyśmy koło niej z pięć razy. Okazało się, że wchodzi się do niej przez krawcową czy coś w tym guście. Fakt, był mały szyld, ale kto by pomyślał. Miejsce było czarujące. Malutkie, piętrowe z dużą ilością zieleni i miejscowych zdobień i tym podobnych rzeczy.
Świąteczny wystrój knajpki ^^
Schody, którymi weszłyśmy na piętro



Wystrój wnętrza
Wejście do lokalu.
Z menu wybrałyśmy jedyną rzecz, która wydała nam się obca - Eggs Hot Coffee. Kawa smakowała jak poczwórne espresso z koglem moglem i ze śmietanką. Pycha! Chyba w życiu nie piłam lepszej kawy. Naprawdę polecam!
Lokalne napoje
Podczas prawie całodniowego spaceru dwa razy zakupiłyśmy bardzo dobre napoje. Pierwszym był sok z trzciny cukrowej - pyszny, orzeźwiający, słodziutki napój, który robiony jest na bieżąco przez miejscowych. Drugim natomiast był równie orzeźwiający sok z truskawek i kwiatu czarnego bzu podany z lodem, cytryną i miętą. Oba postawiły nas na nogi ;)
Potrawy te smaczne i te mniej ;)
Wczorajsza kolacja bardzo nam się udała. Magda mówiła, że jadła najlepszą zupę z kurczaka jak do tej pory, ja natomiast skusiłam się na ryżowe naleśniki z wołowiną (zdjęć obu potraw niestety nie mam ze względu na zmęczenie i głód jakie nas wczoraj dopadły, ale obiecuję poprawę xD). Dzisiaj obie miałyśmy ochotę na zupę, ale poszłaśmy do innego lokalu i tam dostalyśmy zupę z kurczaka, która smakowała, jak mocno aromatyczne zioła lecznicze. Dało ją się zjeść, niestety bez szału, a podana była z kawałkiem kurczaka na który składało się udko i skrzydełko w jednym.
Po mało smakowitej kolacji zjadłyśmy przepyszne kokosowe lody - zdecydowanie w życiu nie jadłam lepszych.
Lokalne miejsce sportu i relaksu
Beztrosko chodząc po Ha Noi, dotarłyśmy do Parku Lenina, który okazał się miejscem sportu dla miejscowych - wyrobiłyśmy tam chyba dzienny limit turystów xD Co rusz widzieć tam można było ludzi grających w coś co było połączeniem siatki, nogi i badmintona (na boisku podobnym do siatkówki, odbijali nogą coś co przypominało lotkę do badmintona oO), obok byli ludzie tańczący coś podobnego do fitnesso-zumby, oprócz tego dużo rolkarzy, biegaczy, wędkarzy, ćwiczących na siłowniach pod chmurką i ludzi luźno spędzających czas - niesamowite.











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz