sobota, 22 lipca 2017

Azja 2017 - Wietnam - Hoi An plaża i ciekawe historie


Piękna plaża 🌴🌴🌴

Jak to na typowego wodniaka przystało jak tylko się okazało, że plaża w okolicy no to trzeba było pójść. Pogoda niestety nam nie sprzyjała - pora deszczowa dawała się we znaki i dało radę się wybrać dopiero ostatniego dnia. Super plażowego słońca nie było, ale przynajmniej nie padało. Zrobiłyśmy sobie godzinny spacerek - plaża była oddalona od nas około 4km. Była trochę inna niż ją sobie wyobrażałam, ale też było super. Były wielkie fale - z jeszcze większymi prądami wstecznymi, o których nie pomyślałam, a które skutecznie nie pozwalały mi wrócić, ale udało się. Chłodna woda okazała się miłym zbawieniem po godzinnym marszu w upale, jednak była na tyle ciepła, że długo nie dało rady w niej wysiedzieć. Sam piasek był szary i brudny, ale były na nim piękne duże muszelki, których oczywiście kilka pozbierałam ;)

Droga powrotna okazała się troszkę bardziej wymagająca, gdyż wyszło słońce 🌞🌞🌞 i szłyśmy w zasadzie po patelni, ale warto było. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś na naszej drodze pojawi się kolejna plaża 💪🤔😉

Uważajcie na krawcowe! Czyli jak zostać trudnym klientem xD

Hoi An to miejsce, które szczyci się tym, że jest tu mnóstwo świetnych krawców, którzy w ciągu jednego dnia potrafią uszyć cuda za stosunkowo niewielkie pieniądze. No bo co to jest 100$ (niecałe 400zł) za świetnie zrobiony garnitur uszyty na miarę. 

Magda od początku chciała sobie tu zrobić spódnicę i marynarkę, niby banał, okazało się trochę inaczej. Pełne nadziei poszłyśmy na pierwszą przymiarkę, okazało się że babeczka zrobiła sporo błędów, które dało się szybko wyłapać. Mimo uwag upierała się, że jest dobrze i tak przez kolejne 3 dni niby coś poprawiała ale nie poprawiała. Zdarzały się dni, że byłyśmy tam po dwa razy. W końcu nadszedł dzień odbioru, ubrania nie były idealnie zrobione, szczególnie spódnica no, ale i tak na następny dzień miałyśmy wyjazd no i Magda miała jej dosyć. W związku z licznymi poprawkami i tym, że spędzi łyśmy tam o wiele za dużo czasu Magda nie chciała zapłacić tyle ile na początku było powiedziane, no bo babeczka nie spełniła warunków. I się zaczęło. Magda chciała w takim razie wziąć tylko marynarkę za koszt zaliczki, którą wpłaciła (połowa kwoty), krawcowa powiedziała, że tak jej nie da no to odwrociłyśmy się i wyszłyśmy. Poszłyśmy na kawę do naszej ulubionej miejscówki., która była po drodze do naszego hotelu. Siedzimy i nagle co? Przyjechała, znalazła nas (wtedy się dowiedziałyśmy po co jej był nasz adres) dosiadła się do nas i zaczęła. Że przecież rzeczy są ładne, że ona się starała i nie docierało, że były źle zrobione szwy i że Magda ma zapłacić resztę sumy i że jej szefowa chce z Magdą porozmawiać i dała telefon. Okazało się, że szefowa nie wiedziała o co chodzi. Następnie babeczka stwierdziła, że to wszystko tak wyszło, bo Magda jest trudnym klientem i nie wiadomo czego oczekuje. Skończyło się na tym, że w końcu zjechała z ceny i obrażona pojechała.

Dlatego jak już się zdecydujecie na zamówienie tam to patrzcie co dostajecie i nie dajcie sobie wmówić, że po wyprasowaniu to co jest nie tak zniknie. 

Polski akcent w Hoi An

To urokliwe miasteczko wpisane jest do UNESCO, nie nastąpiłoby to jednak gdyby nie pewien Polak, który sporo czasu poświęcił na odnowienie Hoi An i odbudowanie do po wojnie. Kazimierz "Kazik" Kwiatkowski jest bardzo znany w Wietnamie, ale w Polsce mało kto o nim cokolwiek wie, a szkoda. Naprawdę kawał dobrej roboty odwalił. Szacunek! 💪💪💪

Pod pomnikiem Kazika. Pomnik mieści się w sercu Starego Miasta na placu Kazika.


Stałym klientem być

Po jedzeniowym rozczarowaniu w Hue i kilku wpadkach z jedzeniem pierwszego dnia w Hoi An, jak trafiłyśmy na knajpkę z pysznym i tanim jedzeniem to jadłyśmy tam codziennie i kosztowałyśmy wszystkich potraw. Kelnerki zawsze z uśmiechem nas witały i autentycznie się cieszyły, że znów u nich jesteśmy. Przed ostatniego dnia dosiadł się do nas jakiś koleś, jakież było nasze zdziwienie jak przedstawił się jako szef kuchni. Powiedział, że kelnerki mówiły, że często tu jesteśmy i chciał z nami porozmawiać. Poopowiadał nam dlaczego jego dania smakują trochę inaczej niż na środkowy Wietnam przystało, jak zmodyfikował niektóre przepisy i nadał tym lekkości swoim daniom. A jak już zjadłyśmy dostałyśmy gratisowo, zrobione specjalnie dla nas, najpyszniejsze spring rollsy czyli poprostu sajgonki. 



Ze względu na to jedzenie, a przede wszystkim ludzi z knajpki ciężko nam było wyjeżdżać.

Na koniec pobytu w Wietnamie (czyli w przyszłym tygodniu) napiszę posta, w którym wymienię wszystkie polecane przez nas knajpki, kafejki itp :) A jak ktoś chce mieć namiary już teraz to zapraszam do kontaktu.

Stacje paliw


Uwierzycie lub nie, ale większość tutejszych stacji paliw wygląda jak na zdjęciu powyżej. I nikomu nie przeszkadza to, że paliwo jest na słońcu, no bo przecież kto by się tym przejmował xD

Poniżej jeszcze kilka fotek z Hoi An oraz zdjęcie mostu Smoka, który mieści się w Da Nang, gdzie byłyśmy przejazdem w drodze do Sajgonu. Most ma autentycznie kształt smoka, w nocy jest podświetlony na różne kolory, a w weekendy "zionie ogniem" ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz