Zauroczenie
Hoi An - inaczej zwane jako miasto krawców. Jest ich tutaj naprawdę mnóstwo, co sklep to oferuje ubrania. Ale nie tym urzekło mnie to miasteczko.
Pierwsze co to małe żółte budyneczki, obrośnięte zielenią i kolorowymi kwiatami, a do tego pięknie wkomponowane duże i małe jedwabne lampiony, które już za dnia czynią to miejsce magicznym... ;)
A w nocy 😍😍😍
Podczas wieczornego spaceru nad rzeką można podziwiać pięknie oświetlone budynki, mnóstwo kolorowych lampionów, podświetlone rzeźby oraz małe pływające lampioniki puszczone na wodę. Magia, po poprostu magia i nawet nie przeszkadza to jak dużo jest tu ludzi. Idziesz i się cieszysz. A jeszcze do tego jak jesteś najedzona/y to już w ogóle, ale o tym za chwilę :D
Skoro szyją...
No właśnie, skoro są tacy dobrzy, to Magda wymarzyła sobie coś co chce mieć uszyte na miarę, a ja mimo, że długo o tym myślałam to nic nie wymyśliłam xD ale złapała nas babeczka, która robi buty na wymiar. Pomyślałam hmmm nigdy nie miałam dobrze dopasowanych sandałków. I się zaczęło, mierzenie, zastanawianie jaki kolor, jaka góra, która podeszwa lepsza no i powstały, piękne mega wygodne skórzane sandałki. Ciekawe jak się sprawdzą na dłuższą metę, ale póki co jestem zachwycona 😀
A to Pani, która te sandałki zrobiła :)
Jedzonko 😊
Po poprzeczce jaką postawiło Hoi An myślałyśmy, że ciężko będzie odnaleźć się w sferze jedzenia, ale udało się. Już drugiego dnia udało nam się znaleźć pyszne Pho - zupę, której jak się okazało bardzo nam brakowało i o dziwo ciężko było znaleźć taką typową, pikantną (tak Krzysiek, też nigdy w życiu nie spodziewałam się, że to powiem czy napiszę - brakowało mi ostrości). Zaczęłam do wszystkiego dodawać chilli, nie tyle co Magda, ale zaczęłam i naprawdę mi tego brakowało.
Pierwszego dnia udało mi się spróbować jednego z tutejszych dań - białych różyczek. Jest to ciasto ryżowe uformowane na kształt małych różyczek z nadzieniem w środku podane z prażoną cebulką i oczywiście sosem doprawionym chilli 😀
Tak! Kolejna umiejętność. Jak widać na powyższym zdjęciu nauczyłam się jeść pałeczkami 💪
"Czy jest tu zimne piwo?"
To uczucie kiedy siedzisz na targowisku i czekasz na świeży sok, bo na dworzi tak leje, że strach wyjść i nagle słyszysz za plecami "czy jest tu zimne piwo?" xD miło spotkać "swoich" w dalekim świecie. Pozdrawiam turystów z Wrocławia! 😉



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz