Wyjazd do Hue nie był planowany. Zamiast tam miałyśmy pojechać do jaskiń w dżungli, które znajdują się w Phong Nha Ke Bang National Park. Niestety przez to, że ukazało się ostrzeżenie o dużej zachorowalności na dengę stwierdziłyśmy, że wolimy nie ryzykować i będziemy się trzymać miast, bo po co resztę wyjazdu spędzić w szpitalu.
I tak wylądowałyśmy w Hue, które Magda trafnie nazwała miastem jednego dnia - tyle wystarczyło na zwiedzanie Miasta Imperialnego, którym byłyśmy zachwycone (relacja w poprzednim poście - http://krasnalwpodrozy.blogspot.com/2017/07/azja-2017-wietnam-hue-miasto-imperialne.html). Poza tym nie było tu nic godnego polecenia. Nawet jedzenie aż tak nam nie smakowało, a najlepsza w smaku zupa okazało się, że była podgrzana w mikrofalówce 🙈
Mimo to starałyśmy się jak najlepiej wykorzystać ten czas, który przyszło nam tu spędzić. Poszłyśmy na targ, szału nie było, ale zrobiłam jedną z rzeczy, które postanowiłam, że chce zrobić podczas tej wyprawy. Skosztowałam duriana. Owoca, który ma skrajnie różne opinie, ale zdecydowana większość od samego zapachu ma delikatnie mówiąc odruch wymiotny. Biorąc pod uwagę to co słyszałam i czytałam o zapachu tego dziwactwa, nie spodziewałam się że zjedzenie pójdzie mi tak łatwo - obawiałam się, że przez ten smród nawet go nie skosztuje. Udało się. Relacja w filmiku https://youtu.be/xJbjFAP2jAk . Dobrze, że to już za mną. Durian wędruje na półkę rzeczy, których bym żałowała gdybym nie zrobiła, ale nie zrobię ich już po raz kolejny :D
Woda z dzyndzelkiem
Niesamowite jest to, że prawie wszędzie tutaj jak kupujemy dużą butelkę wody, to na ona śmieszny dzyndzelek, żeby łatwiej ją było nieść - mała rzecz a cieszy ;D musiałam o tym napisać, bo autentycznie bardzo to ułatwia życie no i urzekło mnie prostotą rozwiązania ;)
Jedzenie 🙊
Tak już tradycyjnie - na koniec wzmianka o jedzeniu :D
Takiej wielkości tutaj są zupy - często nie dojadamy, ale nie jesteśmy głodne ;p
A takie mikro bananki dostałyśmy kiedyś na do widzenia (telefon dla porównania rozmiarów ^^)
Mango Cake - tym cudem pożegnałyśmy Hue. Okazało się, że nie było to nic innego jak omlet z mango :D




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz