sobota, 27 sierpnia 2016

Austria 2016

W Austrii znalazłam się, ponownie dzięki współpracy z Centrum Współpracy Młodzieży. Był to wyjazd szkoleniowy, na którym oprócz tego,  że poznawalismy zwyczaje panujące w innych europejskich krajach to poznawaliśmy Alpy i duuuuużo po nich chodziliśmy.


No ale od początku. Już pierwszego dnia podczas podróży mieliśmy przygody (ze mną zawsze coś ciekawego się wydarzy 💪😄). Na lotnisku we Frankfurcie mieliśmy przesiadkę na samolot do Innsbrucka. Znaleźliśmy bramki usiedliśmy i czekamy. Żeby czas szybciej zleciał Karol polecił mi aplikację do nauki języków no i cisnęliśmy angielski. Nie wiadomo czemu i mi i Karolowi zakodowało się, że bramki otwierają o 8.50. Niestety okazało się, że to wylot jest o 8.50... Musieliśmy mieć świetne miny jak podeszliśmy do bramek i dowiedzieliśmy się, że samolot już poleciał... No i co teraz? Pani nam powiedziała żebyśmy poszli do biura Lufthansa i tam nam powiedzą co robić. Idziemy. W głowie pełno myśli, że całe pieniądze pójdą teraz na przebukowanie biletów, że nie wiadomo co się wydarzy.. Z tego wszystkiego zaczęłam się śmiać. Dotarliśmy. Mówimy Pani co i jak. Pani z uśmiechem pyta się co się stało czy samolot miał opóźnienie czy co, coś tam odbąknęliśmy i czekamy, w tym czasie Pani radośnie klikała coś w komputerze i po chwili wręczyła nam nowe bilety i powiedziała,  że możemy czekać na kolejny samolot tylko żebyśmy się znów nie spóźnili. I tak o to dostaliśmy nowe bilety całkowicie za free i wszystko skończyło się tak, że na miejscu byliśmy poprostu 3 godziny później 😀

Jeżeli chodzi o samo miejsce to mieszkaliśmy w Obergurgl w ośrodku studenckim ok 2000 m npm. Było tam przecudnie, przepięknie i w ogóle same och i ach. Z każdego okna widać było przepiękne zbocza gór, skąpane w słońcu u lekko przykryte śniegiem. Aż przyjemnie się wstawało, żeby tylko móc to zobaczyć.


Bardzo nam dopisała pogoda. Nawet rodowici Austriacy byli w szoku, że przez tydzień, dzień w dzień świeciło słońce i było bardzo ciepło. Dzięki temu dzień w dzień mogliśmy chodzić po górach i nie musieliśmy siedzieć w schronieniu.

Najdłuższą trasą była trasa na lodowiec. Pierwszą część przyjechaliśmy kolejką górską, a dalej szliśmy piechotą. Szlak był dość łatwy, ale zdarzały się strome kawałki. Na sam lodowiec  szliśmy chyba ze 4 godziny. Mijając po drodze całkiem sporo wielkich kamieni. Na jeden z nich postanowiłam wejść. "Chcę mieć na nim zdjęcie" no i pozamiatane. Weszłam 💪


I o ile wejście było dość proste to w zejściu pomagały mi 3 osoby w tym jeden z naszych cudownych przewodników Ben, który wskoczył na ten kamień niczym kozica górska xD

Reszta drogi minęła już bez większych przeszkód i przygód.


Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że temperatura nie była jakoś super wysoka, ale przez to że było słoneczko to podczas marszu było bardzo gorąco. Górski chłód odczuwało się tylko podczas postojów.



W te rejony wiem, że napewno wrócę. Jest to jedno z miejsc,  w którym mogłabym zamieszkać <3 😄


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz