piątek, 18 sierpnia 2017

Azja 2017 - Tajlandia - weekend na Farmie Organicznej

Dzięki uprzejmości jednego z naszych cudownych nauczycieli, weekend 12-13.08 spędziliśmy na Farmie Organicznej znajdującej się niedaleko Chiang Mai. Wyjechaliśmy w sobotę około 16, tutejszym busikiem. Ekipa była najlepsza na świecie Laura from UK, Rafael from Germany, Chizu from Japan, Padthai from Thailand (nauczyciel ^^), Mags from Poland and Aga from Poland 💪💪💪.

Zakwaterowani byliśmy w małych pokojach w domkach gospodarzy, bez klimatyzacji. Spaliśmy na materacach, nad którymi wisiały moskitiery (w oknach takowych nie było). Klimat był, nie powiem.

Pierwszą rzeczą, która zrobiliśmy było oczywiście zwiedzenie okolicy. Zobaczyliśmy piękne okoliczne rośliny, kwiaty, owoce. Na jednego nawet można było polować :D łapcie filmik jak śmiesznie to wyglądało https://youtu.be/VLM4IDTzG5w




A tutaj kilka fotek z obchodu ^^











Po zwiedzeniu gospodarstwa poszliśmy zwiedzać miejsce naszej niedzielnej pracy - pola ryżowe. Akurat w ten weekend w Tajlandii wypadał Dzień Matki i z okazji tego dnia co roku sadzi/ przesadza się ryż. Udało nam się załapać ^^. Ogólnie ręczna uprawa ryżu jest już rzadkością i mało kto się tym zajmuje.


Podczas zwiedzania spotkaliśmy kraba, który mało co nie przyprawił mnie o zawał serca wspinając mi się po nodze. Powygłupialiśmy się trochę próbując nie wpaść do wody i nadal podziwialiśmy naturę :D

Krabik :D



Wieczorem był czas na kolację i integrację. Mieliśmy możliwość skosztować tamtejszej domowej, ziołowej Whiskey, razem z gospodarzem i gośćmi z sąsiedztwa wypiliśmy cały słój 🙈 a do tego jeszcze przyniesioną ryżówkę i znalezioną tajską wódkę 🙈 nie wiem jak my to przeżyliśmy xDDD







Następnego dnia pobudka była o 7. O 8 śniadanie a o 9 ruszyliśmy w pole. Opatuleni po czubek głowy, żeby się nie spalić na słońcu, w wysokich gumiakach i slomianych kapeluszach. No i się zaczęło. Ponad 30 stopni w cieniu, pełne słońce, my, pole i ryż. Ok 7h pracy na zagiętym kregosłupie z potem lejącym się po placach i ślimakami wspinającymi się po gumiakach. Sama praca to głównie takie taplanie się w błotku xD i walka żeby pole nie pożarło gumiaków. Po jakimś czasie razem z Chizu poddałyśmy się, ściągnęłyśmy gumiaki i chodziłyśmy w samych skarpetkach - o niebo lepiej xD






Po skończonej pracy zostaliśmy zaproszeni do przemiłej Jane na kolację. Mieliśmy chwilę czasu na ogarnięcie się, przejażdżki w 3-4 osoby na skuterze i nastał czas by wracać.


Nie mogłabym nie napisać o moim nowym kumplu Piesełku, który przyszedł do nas w sobotę wieczorem. Dał się przytulać, wziąć na kolana i masować po brzuszku :D https://youtu.be/NbAWeUFLV0M



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz