poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Azja 2017 - Tajlandia - Tydzień 1 i 2

Jeszcze słówko z Kambodży. Mimo, że mają tam własną walutę to operuje się tam głównie dolarami amerykańskimi. Riele wydają zazwyczaj w reszcie, gdy trzeba wydać 25, 50 albo 75 centów (25 centów to 1000 rieli). Najlepsze jest to, że mają tam pierdolca na punkcie ŁADNYCH banknotów. Tak, jak jest za bardzo pogięty, popisany, ma pieczątkę to nie przyjmą, poproszą o inny banknot, a jak nie masz to masz problem xD Miałyśmy dwa banknoty, które wielokrotnie były zwracane. Wydałyśmy je w knajpie. Podstępem. Zostawiłyśmy pieniądze i wyszłyśmy. Więcej nas tam nie było. xD

To teraz o Tajlandii. Dużo zdjęć już było, to teraz będzie dużo pisania 😀 Tajlandia przywitała nas i źle i dobrze.

Źle, bo po przylocie z Kambodży, stałyśmy chyba z godzinę jak nie więcej w kolejce po wizę w gigantycznej kolejce. I tylko co chwila było słychać z głośników, że proszą pasażerów z naszego lotu o odebranie bagażu. A tu kolejka się nie zmniejsza ... I te rozkminy, czy odzyskam bagaż jak za długo będzie leżał bez opieki, gdzie go znajdę i czy go nie zniszczą. Pod koniec udało nam się przemknąć do kolejek dla nieobcych. Nikt nas nie odstrzelił i szybko byłyśmy wolne.

Byłyśmy w Bangkoku. Przed nami słynna One Night in Bangkok i oczywiście co? Aga padła i poszła spać 😴😂 Magda i Laura poszły na miasto i dzięki temu poniższe filmiki.
https://youtu.be/RSIOdSCkba8
https://youtu.be/FemryMoH_jE

Na następny dzień rano czekała nas przejażdżka metrem na lotnisko i lot do Chiang Mai czyli naszego docelowego miejsca w Tajlandii. I tutaj było to dobre przywitanie. Na lotnisku podczas odprawy Pani powiedziała nam że możemy się udać do loży, a tam jedzenie - pyszne ryżowe i kokosowe cuda podane w liściu bananowca, babeczki, kanapeczki, kawa, herbata i takie tam.
https://youtu.be/1t1lkgYTvLo

A do tego okazało się, że podczas lotu, który trwał niecałą godzinę dostajemy normalny obiad <wow> także mimo braku śniadania do Chiang Mai przyleciałyśmy objedzone.

Nasza okolica

Na czas pobytu w Chiang Mai - miesiąc, mieszkamy w apartamencie. Jaka była nasza radość że w końcu mamy coś swojego - kuchnie, łazienkę, duży pokój i balkon z cudnym widokiem na góry. I to wszystko tylko dla nas :D no i ten widok 😍😍😍









Po rozpakowaniu rzeczy ruszyłyśmy w miasto w poszukiwaniu jedzenia. I wtedy odkryłyśmy życie na nowo. Kupiłyśmy polecany przez Laurę deserek o uroczej nazwie Mango Sticky Rice. Jest to nic innego jak klejący ryż, z mlekiem kokosowym podany ze świeżym mango. Szybko stało się to naszą ulubioną potrawą.


Nasze mango jest przygotowywane przez przemiłą straszą kobietkę, nazywaną przez nas "Babcią". Babcia bardzo dokładnie i starannie przygotowuje nasze zestawy. Urocze jest to jak dobiera mango - wybiera te, które mają najintensywniejszy zapach, czyli te najbardziej dojrzałe. Szybko zostałyśmy stałymi klientkami i czasem dostajemy gratisy od Babci np banan Sticky Rice zawinięty w liść bananowca omnomnom.

Któregoś kolejnego dnia od sympatycznego przechodnia dowiedziałyśmy się,  że na jednym z ulicznych stoisk sprzedają najlepszy PadThai - jedno z tutejszych tradycyjnych dań - makaron ryżowy, z jajkiem, tofu i sosem rybnym smażony w woku, podany z kiełkami bambusa, szczypiorkiem i limonką. Pyszka :D


W pewien upalny dzień (tak czasem też jest nam chłodno - wtedy gdy temperatura spada do ok 25 stopni xD nie jest tak że ciągle się gotujemy) jak wracałyśmy z zajęć, strasznie chciało nam się pić. Całe szczęście na naszej drodze znalazł się wózek między innymi z tajską herbatą - mocna herbata ze skondensowanym słodkim mlekiem i dużą ilością lodu podana w kubku większym ode mnie. Pycha i zbawienie po 30minutach marszu w pełnym słońcu.


Chciej piwo, kup przypadkiem jabola 🙈 jak na typową Polkę przystało, zachciało mi się pewnego dnia zimnego piwa. Oglądam i próbuje się szybko zdecydować. No i mam. Stało na ostatniej półce z ładną etykietą i zachęcającą ceną. Myślicie, pfff mogła przeczytać co bierze. Nie tak łatwo. Wszystko było napisane ichnimi robakami xD Jakież było moje zdziwienie i zawód jak okazało się że kupiłam taniego jabola 🙈


Szkoła - masaż tajski :D

Jako, że przyjechałyśmy tutaj do szkoły - na kurs masażu tajskiego, to większość czasu spędzamy tam. Uczymy się wielu nowych technik, poznajemy nowych ludzi. Mamy świetnych, śmiesznych instruktorów i ucząc się przy okazji świetnie się bawimy.

Teraz jesteśmy po ukończeniu dwutygodniowego podstawowego kursu masażu tajskiego, a dzisiaj zaczęłyśmy terapeutyczny masaż tajski.





Tak wygląda terapeuta z perspektywy pacjenta 😂









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz