To teraz o Tajlandii. Dużo zdjęć już było, to teraz będzie dużo pisania 😀 Tajlandia przywitała nas i źle i dobrze.
Źle, bo po przylocie z Kambodży, stałyśmy chyba z godzinę jak nie więcej w kolejce po wizę w gigantycznej kolejce. I tylko co chwila było słychać z głośników, że proszą pasażerów z naszego lotu o odebranie bagażu. A tu kolejka się nie zmniejsza ... I te rozkminy, czy odzyskam bagaż jak za długo będzie leżał bez opieki, gdzie go znajdę i czy go nie zniszczą. Pod koniec udało nam się przemknąć do kolejek dla nieobcych. Nikt nas nie odstrzelił i szybko byłyśmy wolne.
Byłyśmy w Bangkoku. Przed nami słynna One Night in Bangkok i oczywiście co? Aga padła i poszła spać 😴😂 Magda i Laura poszły na miasto i dzięki temu poniższe filmiki.
https://youtu.be/RSIOdSCkba8
https://youtu.be/FemryMoH_jE
Na następny dzień rano czekała nas przejażdżka metrem na lotnisko i lot do Chiang Mai czyli naszego docelowego miejsca w Tajlandii. I tutaj było to dobre przywitanie. Na lotnisku podczas odprawy Pani powiedziała nam że możemy się udać do loży, a tam jedzenie - pyszne ryżowe i kokosowe cuda podane w liściu bananowca, babeczki, kanapeczki, kawa, herbata i takie tam.
https://youtu.be/1t1lkgYTvLo
A do tego okazało się, że podczas lotu, który trwał niecałą godzinę dostajemy normalny obiad <wow> także mimo braku śniadania do Chiang Mai przyleciałyśmy objedzone.
Nasza okolica
Na czas pobytu w Chiang Mai - miesiąc, mieszkamy w apartamencie. Jaka była nasza radość że w końcu mamy coś swojego - kuchnie, łazienkę, duży pokój i balkon z cudnym widokiem na góry. I to wszystko tylko dla nas :D no i ten widok 😍😍😍
Po rozpakowaniu rzeczy ruszyłyśmy w miasto w poszukiwaniu jedzenia. I wtedy odkryłyśmy życie na nowo. Kupiłyśmy polecany przez Laurę deserek o uroczej nazwie Mango Sticky Rice. Jest to nic innego jak klejący ryż, z mlekiem kokosowym podany ze świeżym mango. Szybko stało się to naszą ulubioną potrawą.
Nasze mango jest przygotowywane przez przemiłą straszą kobietkę, nazywaną przez nas "Babcią". Babcia bardzo dokładnie i starannie przygotowuje nasze zestawy. Urocze jest to jak dobiera mango - wybiera te, które mają najintensywniejszy zapach, czyli te najbardziej dojrzałe. Szybko zostałyśmy stałymi klientkami i czasem dostajemy gratisy od Babci np banan Sticky Rice zawinięty w liść bananowca omnomnom.
Któregoś kolejnego dnia od sympatycznego przechodnia dowiedziałyśmy się, że na jednym z ulicznych stoisk sprzedają najlepszy PadThai - jedno z tutejszych tradycyjnych dań - makaron ryżowy, z jajkiem, tofu i sosem rybnym smażony w woku, podany z kiełkami bambusa, szczypiorkiem i limonką. Pyszka :D
W pewien upalny dzień (tak czasem też jest nam chłodno - wtedy gdy temperatura spada do ok 25 stopni xD nie jest tak że ciągle się gotujemy) jak wracałyśmy z zajęć, strasznie chciało nam się pić. Całe szczęście na naszej drodze znalazł się wózek między innymi z tajską herbatą - mocna herbata ze skondensowanym słodkim mlekiem i dużą ilością lodu podana w kubku większym ode mnie. Pycha i zbawienie po 30minutach marszu w pełnym słońcu.
Chciej piwo, kup przypadkiem jabola 🙈 jak na typową Polkę przystało, zachciało mi się pewnego dnia zimnego piwa. Oglądam i próbuje się szybko zdecydować. No i mam. Stało na ostatniej półce z ładną etykietą i zachęcającą ceną. Myślicie, pfff mogła przeczytać co bierze. Nie tak łatwo. Wszystko było napisane ichnimi robakami xD Jakież było moje zdziwienie i zawód jak okazało się że kupiłam taniego jabola 🙈
Szkoła - masaż tajski :D
Jako, że przyjechałyśmy tutaj do szkoły - na kurs masażu tajskiego, to większość czasu spędzamy tam. Uczymy się wielu nowych technik, poznajemy nowych ludzi. Mamy świetnych, śmiesznych instruktorów i ucząc się przy okazji świetnie się bawimy.
Teraz jesteśmy po ukończeniu dwutygodniowego podstawowego kursu masażu tajskiego, a dzisiaj zaczęłyśmy terapeutyczny masaż tajski.
Tak wygląda terapeuta z perspektywy pacjenta 😂






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz