niedziela, 8 listopada 2015

Włochy 2015



Wyjazd do Włoch był kolejnym wyjazdem związanym z wolontariatem europejskim. Jednak nie była to wymiana młodzieżowa, tak jak wyjazd na Cypr, ale szkolenie połączone z warsztatami, na których uczyliśmy się tego,  jak można czerpać inspirację z natury, odkrywaliśmy to jak nasze codzienne życie jest uzależnione od tego co nas otacza i że odpowiedź na każde pytanie czy też wskazówkę której akurat potrzebujemy możemy znaleźć gdy tylko się rozejrzyjmy i uważnie wsłuchamy w to co natura ma nam do powiedzenia.

Mieszkaliśmy w maleńkiej wiosce Sermugnano w której na codzień mieszka ok 80 osób.

Oprócz czasu spędzonego na miejscu trochę chodziliśmy po okolicy. Byliśmy np w ruinach pięknego zamku gdzie wszędzie można było znaleźć koty, które śmiesznie reagowały na mojego jednorożca i niekoniecznie chciały się z nim zaprzyjaźnić :D


Często też wychodziliśmy na spacery po okolicznych terenach podziwiając np winnice, znajdując kaktusy i oczywiście jedząc pyszne owoce (tak to ja xD). Tym razem jednak owoce były czerwone i pięknie barwiły rączki ^^


Hitem wyjazdu absolutnie okazał się powrót. Wracałam z Agą przeżyłyśmy wszystko. Nie zgubiłyśmy się na gigantycznym lotnisku w Rzymie. Ale pokonała nas polska kolej. Zmęczone po całym dniu w podróży marzyłyśmy o tym żeby położyć się na kuszetkach w naszym pociągu Warszawa-Gdańsk i chociaż chwilę się zdrzemnąć. Czekamy na dworcu podali informacje że nasz pociąg ma 15 min opóźnienia. Ok czekamy,  no bo co mamy robić. Po 15 minutach wjeżdża pociąg niezapowiadany wcześniej, nie było go na żadnym ekranie. Numeracja wagonów się zgadza, konduktor sprawdził nam bilety i nas wpuścił do wagonu więc teoretycznie wszystko grało. Do czasu. Okazało się że przyszedł Pan który stwierdził że śpimy na jego miejscu, pierwsza myśl: "niemożliwe" sprawdzany bilety i faktycznie dwa bilety wystawione na to samo miejsce. Poszłyśmy do konduktora i ten biedny też miał zagwostkę. Dopiero po ok 20 minutach doszedł do tego, że jesteśmy nie w tym pociągu co trzeba i że ten,  w którym powinnyśmy jechać jedzie za nami. Musiałyśmy szybko sprawdzić na jakiej stacji możemy się przesiąść i okazało się,  że akurat zatrzymywaliśmy się na ostatniej wspólnej stacji dla obu tych pociągów. Stacją tą był Sochaczew. Szybko wysiadłyśmy i grzecznie czekałyśmy na nasz pociąg. Mało brakowało, a byśmy pojechały przez Poznań do Świnoujścia zamiast do Gdańska 🙈 :D